Ana stała na środku korytarza, wpatrując się w obie kobiety, nic nie mówiąc.
Dla Xenovii i Zoe wszystko wydawało się zupełnie naturalne, jakby w tej sytuacji nie było nic niezwykłego. Dla Any jednak scena była wręcz absurdalna.
Wynajęły swoje mieszkania za pieniądze i bez cienia skrępowania wprowadziły się do jej mieszkania, zachowując się, jakby to było ich prawo.
Najbardziej niepokoiła ją ich bezczelność, ale fakt, że zdawały się w ogóle nie zdawać sobie sprawy ze swojego błędu. Wręcz przeciwnie, sprawiały wrażenie, jakby robiły jej przysługę.
„Przesuniemy też stół w jadalni” – powiedziała Zoe, patrząc już na pokój, jakby był to jej własny pokój.
„A dlaczego miałabyś to robić?” – zapytała spokojnie Ana.
„Potrzebuję miejsca na laptopa”.
Na twarzy Any pojawił się przelotny uśmiech, ale nie było w nim nic ciepłego.
— Naprawdę myślisz, że ta dyskusja skończy się tak, jak chcesz?
Zenovia skrzyżowała ramiona, obrażona.
— Jesteśmy rodziną.
— Rodzina nie wchodzi do cudzych domów, jakby były jej własnymi — odparła Ana.
— Przesadzasz — powiedziała Zenovia.
— Nie. Przesadzasz od dawna.
Napięcie w pokoju rosło z każdą sekundą.
Po krótkiej pauzie Ana odsunęła się na bok, jakby całkowicie zmieniła kierunek rozmowy.
— Czy coś przeoczyłeś — powiedziała.
— Co dokładnie? — zapytała podejrzliwie Zoe.
— Jutro rano w mieszkaniu rozpocznie się seria prac.
Popatrzyli na siebie zmieszani.
— Jakie prace?
— Generalne sprzątanie, montaż sprzętu, alarm i monitoring.
Wyraz twarzy Zenovii natychmiast się zmienił.
— Alarm? powtórzyła zaniepokojona.
— Dokładnie.
— A gdzie się zatrzymamy? — zapytała Zoe.
Ana wzruszyła ramionami.
— Nie wiem.
— Ana! — wybuchnęła Zenovia.
— To nie mój problem — odpowiedziała spokojnie.
Zoe zrobiła krok naprzód, wyraźnie zirytowana.
— Zrobiłaś to specjalnie!
— Nie — powiedziała Ana po prostu.
— Kłamiesz!
— To zadzwoń do Mihaia.
Położyła telefon na pobliskiej powierzchni i włączyła głośnik.
Zenovia natychmiast wybrała numer.
Po kilku sekundach z urządzenia dobiegł głos Mihaia.
— Mamo, jestem na spotkaniu.
— Musisz mnie posłuchać! — wybuchnęła. Twoja żona wyrzuca nas z domu!
— Co? — zapytał zdezorientowany.
— Nie pozwoli nam tam dłużej mieszkać!
Zapadła krótka cisza.
Potem ton Mihaia nagle się zmienił, stając się stanowczy.
— Powiedziałam ci wyraźnie, że nas nie ma i że mieszkanie pozostaje zamknięte.
Zenovia zamarła.
— Ale my…
— Nie ma żadnego „ale” — przerwał jej. — Zdecydowałaś bez pytania.
Zoe próbowała interweniować.
— Mihai, posłuchaj…
— Nie — odpowiedział ostro. — Mieszkanie należy do Any. Tylko ona decyduje.
I się rozłączył.
Po raz pierwszy kobiety wydawały się zagubione.
Próbowały się tłumaczyć, przekonywać, usprawiedliwiać, ale każde słowo trafiało w próżnię.
Ana przestała negocjować.
Odwróciła się do drzwi i otworzyła je szeroko.
— Masz minutę — powiedziała.
Nie protestowały już nawet.
W niecałe dwie minuty walizki wróciły na półpiętro.
Właśnie wtedy winda zatrzymała się na piętrze.
Z niej wyłoniła się ciocia Irina, kobieta, która wiedziała wszystko, co działo się w budynku, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzyło.
Jej wzrok natychmiast zatrzymał się na walizkach.
Potem na Zenovii.
I w końcu na Anie.
— O mój Boże, Zenovio! — wykrzyknęła. Już wychodzisz? To tak, jakbyś powiedziała, że wprowadzasz się „tymczasowo”, żeby pomóc posprzątać dom swojej synowej…
Cisza.
— Tylko mi nie mów, że się pokłóciłaś i cię wyrzuciła…
Twarz Zenovii natychmiast poczerwieniała.
Zoe spuściła wzrok.
Ana ledwo powstrzymała uśmiech.
Drzwi windy zamknęły się powoli, zabierając ze sobą całą scenę.
W korytarzu znów zapadła cisza.
Ana zamknęła drzwi mieszkania i stała oparta o nie przez kilka sekund.
Potem lekko się uśmiechnęła.
Bo czasami ludzie mylą cierpliwość ze słabością — dopóki nie odkryją, że nią nie jest.