Część 2 – Ciąg dalszy historii 👉 Adrian nadal patrzył na telefon.
Pierwsze zdjęcie zostało zrobione przed jasnym domem, z dużym ogrodem i wysokimi drzewami w tle.
— To twój dom? — zapytał.
— Tak. Pod Snagovem.
Podniósł wzrok na mnie.
— Kupiłaś go sama?
Pytanie sprawiło, że się uśmiechnęłam.
— Tak, Adrian. Sama.
Przeszłam do następnego zdjęcia.
Byłam na tarasie w Lizbonie, z oceanem w oddali.
Potem Rzym.
Praga.
Zdjęcie zrobione na górskim szlaku.
Kolejne z wakacji nad morzem.
Adrian przewijał teraz sam, a pewność na jego twarzy stopniowo znikała.
— Dużo podróżowałaś.
— Dość dużo.
Następne zdjęcie było z wydarzenia firmowego. Stałam na scenie, trzymając w rękach nagrodę.
— Co to jest?
— Zostałam awansowana kilka lat temu. Kieruję zespołem dwudziestu kilku osób.
Znów spojrzał na mnie.
— Ty?
Uniosłam brew.
Od razu zorientował się, jak to zabrzmiało.
— Nie o to mi chodziło.
— Ale właśnie to chciałeś powiedzieć.
Pamiętałam bardzo dobrze, jak mówił mi, że nie jestem wystarczająco ambitna.
Że zadowalam się małym.
Że bez niego prawdopodobnie utkwiłabym w tym samym miejscu przez całe życie.
Ale Adrian nadal nie zobaczył zdjęcia, którego szukałam.
Wzięłam telefon i trochę przewinęłam.
— Patrz.
Na zdjęciu byliśmy ja, Andrei i Ioana, pewnego letniego popołudnia.
Andrei trzymał mnie za talię, a Ioana, jego córka, przytulała nas oboje.
Adrian przyglądał się temu zdjęciu dłużej niż innym.
— Kim oni są?
— Andrei i Ioana.
— Andrei to…?
— Mój partner.
Zamilkł.
— Od kiedy?
— Prawie od czterech lat.
— A ta dziewczyna?
— Jego córka.
— Mieszka z wami?
— Częściowo. Ma teraz dwadzieścia lat i studiuje. Ale tak, jesteśmy rodziną.
Odebrałam telefon z powrotem.
Adrian wyglądał, jakby próbował znaleźć coś do powiedzenia.
— Więc w końcu kogoś znalazłaś.
Wtedy zrozumiałam, że nadal nie pojął.
— Adrian, nie po to pokazywałam ci zdjęcia.
— To po co?
— Bo zapytałeś mnie, czy żałuję.
Schowałam telefon do torebki.
— Dom, podróże, praca, Andrei… wszystko przyszło później. Ale najważniejsza rzecz wydarzyła się przed nimi.
— Co takiego?
— Przestałam się zastanawiać, czy jestem wystarczająca.
Nie odpowiedział.
— Przez dwanaście lat sprawiłeś, że wierzyłam, iż jestem zbyt zwyczajna, zbyt wygodna, zbyt mało ambitna. Że nie ubieram się wystarczająco dobrze. Że nie jestem wystarczająco interesująca. Nawet kiedy byłam szczęśliwa, potrafiłeś mnie przekonać, że moje szczęście dowodzi, że zadowalam się zbyt mało.
Adrian spuścił wzrok.
— Nie pamiętam, żeby tak było.
Zarechotałam krótko.
— Oczywiście, że nie. Ty byłeś tym, który mówił te rzeczy. Ja byłam tą, która musiała z tym żyć.
Po raz pierwszy od naszego spotkania nie miał gotowej riposty.
— Po tym jak odszedłeś, ciągle żyłeś w mojej głowie. Gdy kupowałam sukienkę, zastanawiałam się, czy by ci się podobała. Gdy chciałam gdzieś wyjechać, słyszałam twój głos mówiący, że marnuję pieniądze. Gdy dostałam pierwsze awans, pierwszą myślą było, że pewnie powiedziałbyś, że miałam szczęście.
— I potem?
— Potem uświadomiłam sobie, że już cię nie ma.
Uśmiechnęłam się.
— I zaczęłam żyć dla siebie.
Adrian rozglądał się, jakby zawstydzony, że rozmowa zeszła na tor, którego się nie spodziewał.
— Cieszę się z twojego powodu.
— Dziękuję.
— Naprawdę.
Skinęłam głową.
Potem zapytałam go:
— A ty, u ciebie wszystko w porządku?
Zawahał się.
To wystarczyło.
— Ja i Diana już nie jesteśmy razem.
Diana.
Kobieta, dla której mnie opuścił.
— Przykro mi.
Adrian zaśmiał się bez radości.
— Nie sądzę, żeby ci było przykro.
— Wręcz przeciwnie. Nie muszę życzyć ci nieszczęścia tylko dlatego, że kiedyś mnie zraniłeś.
Spojrzał na mnie uważnie.
— Ona mnie zostawiła po pięciu latach.
— Rozumiem.
— Wiesz, co mi powiedziała?
Czekałam.
— Że jestem nudny.
Zamilkłam.
— Że jestem zawsze niezadowolony. Że nic mi nie wystarcza. Że przy mnie czuła, że musi ciągle coś udowadniać.
Ironia była tak oczywista, że żaden z nas nie musiał jej tłumaczyć.
Adrian uśmiechnął się gorzko.
— Prawie to samo, co ja ci mówiłem, prawda?
— Prawie.
— Pewnie się cieszysz.
Spojrzałam na niego.
Nie czułam już dawnej złości.
Ani satysfakcji, którą wyobrażałam sobie dziesięć lat wcześniej, gdyby życie miało mu kiedyś dać nauczkę.
Prawie nic nie czułam.
— Nie, Adrian.
— Dlaczego?
— Bo żeby cieszyć się z tego, co ci się stało, twoje życie musiałoby nadal mieć dla mnie znaczenie.
Pozostał nieruchomy.
— To zabolało.
— Nie powiedziałam tego, żeby zranić.
I właśnie to była prawda.
Przed laty chciałabym, żeby widział mnie szczęśliwą.
Chciałam, żeby dowiedział się, gdzie pracuję, gdzie mieszkam, z kim jestem.
Chciałabym, żeby żałował.
Teraz nie potrzebowałam już niczego z tego.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość od Andrei:
„Jesteśmy w kawiarni. Ioana kupiła pół centrum handlowego. Ratuj mnie.”
Wybuchnęłam śmiechem.
— Muszę iść.
Adrian spojrzał na telefon.
— Andrei?
— Tak.
Wzięłam torby.
— Było… dziwnie cię zobaczyć — powiedział.
— Dla mnie też.
Zrobiłam kilka kroków.
— Poczekaj.
Odwróciłam się.
— Gdybym wtedy nie odeszła… myślisz, że bylibyśmy razem?
Pomyślałam przez kilka sekund.
— Prawdopodobnie.
Jego wyraz twarzy rozjaśnił się na chwilę.
Ale kontynuowałam:
— I myślę, że to byłoby najsmutniejsze rozwiązanie.
— Dlaczego?
— Bo dalej bym wierzyła, że kobieta, którą byłam przy tobie, była jedyną kobietą, jaką mogłam się stać.
Nie odpowiedział.
— Miałeś wtedy rację tylko w jednym względzie, Adrian.
— W czym?
— Po rozwodzie moje życie naprawdę zmieniło się całkowicie.
Uśmiechnęłam się.
— Tylko nie w tym kierunku, który przewidziałeś.
Odeszłam.
Kilkadziesiąt metrów dalej, przed kawiarnią, Andrei czekał na mnie razem z Ioaną.
— W końcu! — powiedział, zabierając mi torby z rąk. Zostałem porzucony z facetem, który uważa, że sześć par butów to „absolutne minimum”.
— Są przeceny! — zaprotestowała Ioana.
— Mówi o tym od dwóch godzin.
Zaśmiałam się.
Andrei spojrzał na mnie uważniej.
— Wszystko w porządku?
Spojrzałam za siebie.
Adrian pozostał w tym samym miejscu, sam pośród ludzi, którzy przechodzili obok niego w pośpiechu.
— Tak.
I naprawdę tak było.
Ioana złapała mnie za ramię i zaczęła opowiadać mi o sukience, którą koniecznie musiałam zobaczyć.
Andrei szedł obok nas, nadal pomstując na liczbę toreb.
I wtedy uświadomiłam sobie, że przez całe lata wierzyłam, że Adrian zostawił mnie, bo znalazł lepszą kobietę.
Nie.
Odszedł, bo nie potrafił docenić kobiety, którą miał.
A ja nie straciłam mężczyzny mojego życia w dniu rozwodu.
Straciłam mężczyznę, przy którym powoli traciłam siebie.
I dopiero po jego odejściu udało mi się odnaleźć siebie.