Moja teściowa ogłosiła, że będzie obchodzić urodziny z 18 osobami u mnie w domu i że muszę przygotować wszystko. Kiedy powiedziałam „nie”, rodzina mojego męża zaczęła mnie karać.

Część a 2-a – Ciąg dalszy historii 👉 W izbie przyjęć Radu siedział skulony na plastikowym krześle, a Camelia płakała z telefonem w dłoni.

— Co się stało? zapytała Irina.

— Co się stało? wtrąciła Camelia. Mama się zdenerwowała, jedzenie się spóźniło, dzieci przewróciły półmisek… Gdybyś nam pomogła, do tego by nie doszło!

Irina nie odpowiedziała. Odwróciła się w stronę Radu.

— Czy przyjęła leki rano?

Camelia zamilkła.

Radu przetarł czoło.

— Nie wiem. Stała na nogach od siódmej. Chciała wszystko kontrolować.

Z gabinetu wyszła lekarka.

— Rodzina pani Viorica Popescu?

— Tak, odpowiedzieli wszyscy trzej.

— Jest stabilna. To był kryzys nadciśnieniowy spowodowany stresem, wyczerpaniem i nieprawidłowym stosowaniem leczenia. To nie jest kwestia winy. To sytuacja, w której musicie się lepiej zorganizować.

Camelia spuściła wzrok.

Irina poczuła zmęczenie, nie zwycięstwo. Nie cieszyło jej, że Viorica trafiła do szpitala. Ale też nie miała zamiaru ponownie zgadzać się, by cała wina została zrzucona na nią.

Nazajutrz przyniosła termos z zupą, szlafrok i kapcie.

Viorica była cicha, znacznie mniejsza w szpitalnym łóżku niż kobieta, która wydawała polecenia w kuchni Iriny.

— Przyszłaś, powiedziała ona.

— Przyszłam.

— Camelia nie mogła?

— Camelia ma dzieci, korek i mnóstwo cierpienia w wiadomościach.

Viorica zamknęła na chwilę oczy.

— Nie dokuczaj mi. Boli mnie głowa.

— W takim razie mówmy prosto. Przyniosłam wam rzeczy i zupę.

Teściowa w milczeniu zajęła kilka łyżek.

— Ty zrobiłaś zupę?

— Nie, wzięłam ją od pierwszego nieznajomego na ulicy.

Na sekundę Viorica prawie się uśmiechnęła.

Przy wypisie Radu powiedział to, czego Irina się spodziewała usłyszeć.

— Mama musi zostać gdzieś na kilka dni. Ktoś ma z nią być.

Irina odłożyła torbę na ziemię.

— Tak. Ale tym kimś nie będzie automatycznie Irina.

Radu spojrzał na nią zirytowany i przestraszony jednocześnie.

— A kto ma być?

— Ty, przede wszystkim. Camelia na drugim miejscu. Ja mogę pomagać okazjonalnie, jeśli ja wybiorę. Nie rezygnuję z pracy i nie zostanę stałą opiekunką tylko dlatego, że wam innym to jest niewygodne.

Wyjęła kartkę i napisała plan.

— Ty kupujesz leki i chodzisz z nią na kontrole. Camelia zostaje z nią dwa wieczory w tygodniu i zabiera ją do siebie na weekend. Ja mogę przyjść w niedzielę ugotować zupę albo sprawdzić, czy ma wszystko, czego potrzebuje. Tyle.

— Camelia tego nie przyjmie, wymamrotał Radu.

— Wtedy powiedz jej to samo, co powiedziałeś mi: „To rodzina. Nie zdarza się codziennie.”

Radu długo patrzył na listę.

Tego wieczoru zadzwonił do swojej siostry. Na początku się jąkał, starał się nikogo nie urazić. Potem spojrzał na Irinę i jego głos się zmienił.

— Cami, mama nie jest problemem Iriny. To nasza mama. Jutro przyjdź o siódmej. Nie, nie dyskutujemy. Wszyscy mamy coś do zrobienia.

Camelia przyszła nazajutrz z torbą owoców i miną męczennicy. Ale po tym, jak została sama z Vioricą przez dwie godziny, zrozumiała, jak to trudne było.

W weekend Viorica sama wzięła torbę i powiedziała synowi:

— Zamów taksówkę. Chcę iść do Cameli.

Radu przestraszył się.

— Mamo, dopiero zaczęłaś dochodzić do siebie.

— Właśnie dlatego, odpowiedziała ona. Chcę zobaczyć, jak wygląda moja rodzina, gdy ja nie mogę już im nakrywać do stołu.

Na korytarzu zapadła cisza.

Irina podała jej szalik. Viorica wzięła go i przez chwilę trzymała w dłoniach.

— Dziękuję, powiedziała cicho. Za szpital. Za zupę. Za to, że mnie tam nie zostawiłaś, chociaż może miałaś prawo być zła.

Irina przytaknęła.

— Byłam zła. Ale to nie znaczy, że nie jestem człowiekiem.

Po tamtym weekendzie Camelia przestała wysyłać wiadomości z serduszkami o rodzinie. Przychodziła. Radu kupował leki, chodził na kontrole i po raz pierwszy nie czekał, aż Irina mu przypomni, co ma zrobić.

A przy następnym jubileuszu Viorica zorganizowała mały obiad w restauracji.

Osiem osób, nie osiemnaście.

Gdy kelner przyniósł tort, Viorica spojrzała na Irinę i powiedziała:

— W tym roku nikt nie gotuje. W tym roku po prostu siedzimy razem.

Irina się uśmiechnęła.

Po raz pierwszy „rodzina” nie oznaczała już, że jedna kobieta musi robić wszystko.

Leave a Comment