„Nierządnico! Mój syn pracuje aż pada z nóg, a ty chodzisz z kochankami!” — krzyknęła moja teściowa, kiedy wtargnęła do mnie w pracy. W obecności kilkudziesięciu współpracowników obiecała, że mnie ośmieszy w całej firmie. Wtedy drzwi gabinetu na końcu sali otworzyły się, wyszedł siwy mężczyzna i powiedział: „Proszę kontynuować, proszę pani. Chcę wszystko usłyszeć.”

Część druga, ciąg dalszy historii 👉 — Kontynuuj, proszę pani.

Doina mrugnęła.

— Słucham?

— Proszę opowiedzieć wszystko, co pani syn powiedział o tej kobiecie.

Wokół nas zapadła całkowita cisza.

— Chcę usłyszeć każde słowo.

Doina nie wiedziała, dlaczego moi koledzy nagle stali się tak milczący.

I przede wszystkim nie miała najmniejszego pojęcia, kim był mężczyzna, przed którym właśnie domagała się mojego zwolnienia.

Doina zawahała się tylko na moment.

Potem podniosła brodę, przekonana, że wreszcie znalazła człowieka, który „uporządkuje sprawy”.

— Mój syn pracuje od rana do nocy dla tej kobiety! — zawołała. — Dwie prace! Płaci raty, rachunki, wszystko! A ona kupuje sobie drogie ubrania i włóczy się po hotelach z innymi mężczyznami!

Siwy mężczyzna wysłuchał jej bez przerywania.

— Dwie prace? — zapytał w końcu.

— Dokładnie.

Jego wzrok przesunął się na mnie.

— Irino, czy wiedziałaś, że Radu ma dwie posady?

— Nie.

— Oczywiście, że nie wie! — wtrąciła Doina. — Nie obchodzi jej, ile poświęca się mój chłopak.

Mężczyzna przez kilka sekund milczał.

— Pani Popa, nazywam się Alexandru Ionescu.

Doina czekała na ciąg dalszy.

— Założyłem tę firmę dwadzieścia siedem lat temu. Obecnie jestem głównym akcjonariuszem.

Jej uśmiech zniknął.

— Pan jest… właścicielem?

— Tak.

Doina natychmiast spojrzała na mnie, a potem znowu na niego.

— To tym lepiej! Powinien pan wiedzieć, jaką ma pani pracownicę…

— Irina nie jest moją pracownicą.

Krótkie milczenie.

— Słucham?

Alexandru podszedł do mojego biurka.

— Irina Ionescu jest dyrektorem wykonawczym firmy i posiada część akcji.

Doina mrugnęła kilka razy.

Ale prawdziwy cios jeszcze nie nadszedł.

— I jest moją córką.

Wokół nas zapadła całkowita cisza.

Doina spojrzała na mnie, jakby widziała mnie po raz pierwszy.

— Ty…?

— Tak.

— A Radu powiedział mi, że pracujesz tu za zwykłą pensję.

Poczułam gorzki posmak.

— Wygląda na to, że Radu powiedział pani wiele rzeczy.

Alexandru wziął fotografię ze stołu.

— A to jest mężczyzna, z którym, jak pani mówi, moja córka zdradza męża?

— Cóż… tak.

— To nasz dyrektor finansowy. Wczoraj spotkał się z przedstawicielami banku. Samochód należy do firmy.

Doina spojrzała na zdjęcie.

Cała pewność, z jaką weszła do budynku, zaczynała znikać.

— Nie mogłam tego wiedzieć…

— Właśnie w tym problem, powiedziałam. Nic pani nie wiedziała. A mimo to przyszła pani tu, żeby nazwać mnie nierządnicą przed moimi współpracownikami.

Przytuliła torebkę do piersi.

— Broniłam swojego dziecka.

— Przed mną?

— Radu powiedział mi, że on jest skończony. Że pracuje tylko na długi. Że to ty mu zabierasz pieniądze i…

— Jakie długi?

Doina zamilkła.

— Wasze raty.

Wzięłam oddech.

— Mieszkanie jest moje, kupione przed ślubem. Ratę płacę ja.

Jej twarz się zmieniła.

— Ale on…

— A rachunki są w dużej mierze opłacane przeze mnie. Nawet przez ostatnie cztery miesiące.

— To niemożliwe.

Wtedy tata zadał pytanie, na które jeszcze nie odważyłam się odpowiedzieć:

— Pani Popa, gdzie pani syn mówi, że pracuje?

Doina podała nazwę firmy IT z Bukaresztu.

Znałam ją.

I nagle przypomniałam sobie coś.

Cztery miesiące temu Radu powiedział mi, że został przeniesiony do nowego projektu i dlatego jego grafik stał się nieprzewidywalny.

Wzięłam telefon.

— Irino, co robisz? — zapytał tata.

— Sprawdzam coś.

To nie zajęło długo.

Jeden z byłych kolegów z uczelni pracował w tej samej firmie.

Wysłałam mu wiadomość.

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.

Przeczytałam raz.

Potem jeszcze raz.

— Co się stało? — zapytała Doina.

Podniosłam wzrok.

— Radu już tam nie pracuje.

— Jak to?

— Złożył wypowiedzenie cztery miesiące temu.

Doina krótko się zaśmiała.

— To niemożliwe. Codziennie rano wychodzi do pracy.

— Mi też to samo mówi.

Po raz pierwszy jej złość przemieniła się w coś innego.

Strach.

Zadzwoniłam.

Radu odebrał po kilku sekundach.

— Cześć, kochanie. Jestem na spotkaniu. Zadzwonię do ciebie…

— Twoja mama jest w moim biurze.

Cisza.

— Co?

— Przyszła, żeby wyjaśnić moim kolegom, że mnie utrzymujesz, że masz dwie prace i że ja cię zdradzam.

Nie odpowiedział.

— Radu, gdzie pracujesz?

— Co to za pytanie?

— Bardzo proste.

— Mówiłem ci…

— Sprawdziłam. Odszedłeś z firmy cztery miesiące temu.

Milczenie.

Doina podeszła na tyle blisko, że mogłam usłyszeć.

— Radu? — powiedziała. — Co mówi?

Włączyłam głośnik w telefonie.

— Mamo, czego tam szukasz? — zabrzmiał jego głos.

— Powiedziałeś mi, że pracujesz na dwie etaty!

— Nie powinnaś tam iść!

Doina zbledła.

— Masz pracę czy nie?

— Mamo, nie teraz.

— Odpowiedz!

Nastała długa pauza.

— Nie.

Doina złapała się za oparcie krzesła.

— A skąd masz pieniądze?

Spojrzałam na telefon.

Już znałam odpowiedź.

W ciągu ostatnich miesięcy przelewałam mu pieniądze wielokrotnie. Na samochód. Na „tymczasowe problemy”. Na jakieś kursy, o których mówił, że dadzą mu awans.

— Od mnie, powiedziałam.

Doina spojrzała na mnie.

— Co?

— To ja utrzymuję pani syna od czterech miesięcy.

Radu od razu zaczął:

— Irina, sprawy są bardziej skomplikowane…

— Nie. Są bardzo proste.

Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy wracał zmęczony do domu i mówił mi, że miał okropny dzień.

Wszystkie poranki, gdy brał laptop i wychodził.

Wszystkie chwile, w których czułam się winną, że pracuję za dużo.

— Dokąd chodziłaś każdego ranka?

Nie odpowiedział.

— Radu?

— Pracuję nad czymś swoim.

— Od czterech miesięcy?

— Chciałem rozpocząć projekt. Nie chciałem ci mówić, dopóki nie będę pewien, że działa.

Zamknęłam oczy.

— A dlaczego powiedziałeś mamie, że masz dwie prace, żeby mnie utrzymać?

— Bo ciągle pytała, dlaczego nie mamy pieniędzy!

To wystarczyło.

To nie wymyślona przez Doinę zdrada bolała mnie.

Ani scena zrobiona przed kolegami.

Tylko fakt, że mój mąż budował swoją godność, czyniąc ze mnie winowajczynię.

— Przyjdziesz dziś wieczorem do domu i porozmawiamy, powiedziałam.

— Irina…

— Nie pytałam cię.

Rozłączyłam się.

Doina stała przede mną ze łzawymi oczami.

— Naprawdę wierzyłam…

— Wiem, co pani myślała.

— Powiedział mi, że cierpi.

— I uwierzyła mu pani, nigdy nie pytając mnie o nic.

Spuściła wzrok.

— Przykro mi.

Nie poprosiłam jej, żeby powtórzyła głośniej.

Nie potrzebowałam jej upokarzać.

— Proszę wracać do domu, pani Popa.

Skinęła głową i skierowała się ku wyjściu.

Zanim wyszła, odwróciła się.

— Irina… nie wiedziałam.

— Następnym razem, gdy czegoś pani nie będzie wiedziała, proszę pytać. Proszę nie osądzać.

Gdy drzwi się zamknęły, moi koledzy powoli zaczęli wracać do biur.

Tata pozostał przy mnie.

— Chcesz iść do domu?

Spojrzałam na raport, który pozostał otwarty na monitorze.

— Nie. Chcę dokończyć to, co zaczęłam.

Tego wieczoru Radu czekał na mnie w mieszkaniu.

Próbował mi wyjaśnić, że czuł się przy mnie gorszy. Że mój sukces sprawiał, iż uważał, że nie ma żadnej wartości. Że kiedy jego matka chwaliła go za to, ile „pracuje”, łatwiej było mu trwać w kłamstwie niż przyznać prawdę.

Wysłuchałam go do końca.

— Rozumiem, dlaczego to zrobiłeś, powiedziałam.

Na jego twarzy pojawiła się nadzieja.

— W takim razie możemy…

— To, że rozumiem, nie znaczy, że akceptuję.

Nadzieja zniknęła.

Nie poprosiłam go, żeby odszedł, dlatego że stracił pracę.

Poprosiłam go, żeby odszedł, ponieważ przez całe miesiące budował swój wizerunek mężczyzny poświęcającego się na moich plecach.

A kiedy jego matka przemieniła mnie w niewierną i wykorzystującą kobietę, on podał jej wszystkie kłamstwa, których potrzebowała, by w to uwierzyć.

Dwa tygodnie później rozpoczęłam procedurę rozwodową.

Doina nigdy więcej nie przyszła do biura.

Ale pewnego ranka znalazłam w recepcji bukiet i krótką karteczkę:

„Sądziłam kobietę, której nigdy naprawdę nie poznałam. Przykro mi.”

Zachowałam go.

Nie dlatego, że to usuwało to, co się wydarzyło.

Lecz dlatego, że czasem najtrudniejszą lekcją nie jest odkrycie, że pomyliłaś się co do jakiejś osoby.

To odkrycie, że człowiek, którego broniłaś za wszelką cenę, był tym, który cię okłamał.

Leave a Comment